Byłam w toronto
Byłam w Toronto
Beata Handrysik - Pyza

Może zacznę od tego, że nie wierzę w przypadki i co jest z tym związane mój pobyt w Toronto Blessing (obecnie Toronto Airport) z pewnością był wolą Bożą. Nie jestem również teologiem, ani łowcą sensacji, za to sprawy Boże są dla mnie, dzięki Jego łasce, najważniejsze. Wiedziałam, że miejsce to wzbudza wiele kontrowersji, więc po modlitwie o tą wyprawę odważnie chciałam stawić czoła temu co tam zastanę. Zawsze to lepiej zobaczyć i przeżyć samemu, niż komentować coś ze słyszenia.

Celem wyjaśnienia; podróżowałam z Missio Musica, po USA i Kanadzie, w kwietniu 2000r, a koncerty nasze objęły również Toronto. Był to czas Wielkanocy i w wielką sobotę wybrałyśmy się tam na nabożeństwo młodzieżowe. Przed zborem przywitał nas widok młodzieńca z papierosem, więc pomyślałyśmy sobie że zrobiono jakąś przerwę w nabożeństwie. Po wejściu do środka budynku spotkałyśmy wielu młodych ludzi spacerujących w holu z lodami, w dziwnych, charakterystycznych ubraniach. Po chwili szukania kaplicy, znalazłyśmy się w niej, zaś drogę wskazała nam do niej głośna muzyka. Gdyby chcieć przybliżyć moje pierwsze wrażenie, to przypomniało mi to mój pobyt na koncertach rockowych, a ogólna atmosfera, w tym stroje zgromadzonych, przywodziły na myśl dzieci kwiaty. Nie będę ukrywała mojego zdziwienia, gdyż momentalnie przypomniał mi się werset mówiący, o tym, że ubiór niewiasty ma być skromny i przyzwoity, a nie, jak widziałam, skąpy i zbyt swobodny np. gołe brzuchy, krótkie spódniczki itp. Zaczęłam więc przyglądać się temu, co robią zgromadzeni.

Oprócz śpiewu i tzw. pląsania można było dostrzec gdzieniegdzie głaszczących się na wzajem po gołych plecach i obnażonych brzuchach młodych ludzi. Część z nich leżała, część siedziała, a jeszcze inni przytulali się stojąc. Żeby nie było wątpliwości, nie przypominało mi to bynajmniej uścisku braterskiego, tym bardziej, że były to pary mieszane, a uścisk mógł trwać nawet około pięciu minut. Nie wnikam w to, czy te osoby się w tym czasie modliły, bo przecież jest to tylko reportaż, a nie komentarz, choć mocno się przed nim powstrzymuję. Widziałam również ludzi, którzy byli bardzo zaangażowani w modlitwę oraz takich, którzy angażowali się w swój sposób modlenia się, co wyrażało się często w bardzo dziwnych, trudnych do określenia ruchach. Z tego powodu, że była to jednak modlitwa ograniczyłam bardzo robienie zdjęć, aby ich nie urazić.

Ponieważ jestem muzykiem, więc moja uwaga powędrowała także w kierunku muzyki i towarzyszących jej tekstów. Poza głośnością, o której już wspomniałam, muszę jeszcze dodać, że tak muzyka, jak i tekst przybierały po czasie formę mantry. Teksty piosenek nie zawierały niczego zatrważającego. Były przepełnione raczej emocjonalnymi wyznaniami. Muzyka podana w takiej formie na pewno sprzyjała rozluźnieniu zachowań zgromadzonych. Jeśli ktoś z czytelników był choć raz na koncercie rockowym, gdzie dużo młodych ludzi angażuje się w to co podają na scenie i poddał się wytworzonej tam atmosferze, łatwo zrozumie co pragnę przekazać.

Aby bardziej wciągnąć czytelnika w panującą tam atmosferę i "porządek" nabożeństwa wspomnę jeszcze że dużo ludzi w czasie jego trwania wychodziło, lub wchodziło z dziwnymi przedmiotami, np. wymachując czerwonymi flagami, lub też grając na egzotycznym rogu itp. Ponieważ stałam na balkonie mogłam zauważyć gdzieniegdzie przewracających się w dziwny sposób ludzi, trzęsących się, lub będących w transie emocjonalnym. Czasami ktoś z tłumu nagle wybiegał z kaplicy z głośnym wrzaskiem będąc zgiętym wpół i trzymając się za brzuch. Zastanawiałam się wtedy, czy jest to jego autentyczne przeżycie czegoś i czego (?), czy też pragnie jedynie zwrócić na siebie uwagę. Spójność oglądanego zjawiska polegała na tym, że to wszystko co wcześniej opisałam do siebie pasowało - gdyż każdy bez przeszkód robił to na co miał ochotę, lub jak niektórzy woleli by słyszeć, korzystał z duchowej wolności.

Wydawało się już, że taka sytuacje do końca spotkania nie ulegnie zmianie, podczas gdy na scenę wszedł człowiek z Biblią. Niestety swoje wystąpienie musiał rozpocząć od wyciszania tłumu, gdyż jak widać sama jego obecność nie była wystarczająca by mógł rozpocząć kazanie. Po dłuższej chwili stało się coś czego się nie spodziewałam, przyzwyczajona do, zwykłego u chrześcijan, szacunku dla Słowa Bożego i jego wręcz wyczekiwania, zobaczyłam jak około 1/3 zgromadzonych zaczęła po prostu wychodzić, opuszczając salę. Dla urozmaicenia chyba nudy w związku z czytaniem Słowa Bożego czterej mężczyźni wychodzili z sali na czworakach, w chwilę później troje dziewcząt poszło w ich ślady. Natomiast część ludzi, która stała za mną wcześniej modląc się w pewnego rodzaju transie modlitewnym, nagle zupełnie jakby utraciła zainteresowanie, tym co nadal działo się w tym samym przecież miejscu. Niektóry odwrócili się nawet plecami do kaznodziei i zaczęli zajmować się rozmową między sobą, a nawet coniektórzy grali w karty, wykonywali ćwiczenia gimnastyczne (np. ktoś robił mostek). Aż trudno uwierzyć ale wydawało się jakby to co dla mnie jest najcenniejsze, dla innych było niczym. Oczywiście byli też tam tacy, którzy na pewno byli zainteresowani nie tylko ekstatycznymi przeżyciami w "sławetnym sanktuarium" ale szukaniem woli Bożej, o czym między innymi świadczyła chęć słuchania kazania. Ci pozostali na miejscach, wyciszyli się i słuchali .

Pewną przeszkodą w słuchaniu kazania był widok tego co działo się za plecami przemawiającego, gdzie dwóch ludzi bezskutecznie próbowało uspokoić człowieka leżącego na podłodze i drżącego na całym ciele. Jeśli chodzi o treść kazania, to była w nim zawarta jedna myśl dotycząca osobistego spotykania się z Bogiem, a oparta na przykładzie Mojżesza. Myśl ta stanowiła jedyną treść ponad 15 minutowego kazania. Zachowanie mówiącego, prawdę mówiąc, również nie było zbyt poważne czy reprezentacyjne.

Po dwóch godzinach pobytu w Toronto Airport dowiedziałam się od osoby miejscowej że dziś jest wyjątkowo spokojnie. Więc jak się można domyślić zadałam jej pytanie co ma na myśli. Dowiedziałam się, że kilka lat wstecz wszystko to co widziałam było wzbogacone jeszcze przeżyciami ludzi, którzy w bocznych salkach wyli i szczekali w "Duchu Świętym". Ostatnią nowością z Toronto jest cudowna zmiana zwykłych plomb dentystycznych w złote. Nie żartuję, można to sprawdzić. Ponoć zdarzały się też złote włosy, ale boję się aż o tym pisać. Może wyglądać na to, że wyłącznie negatywne zjawiska miały tam miejsce, jednak chcąc znaleźć jakieś pozytywy, należy podkreślić niewątpliwie wielką liczbę zgromadzonych i długi czas trwania na modlitwie, czy też raczej w ekstatycznym upojeniu. Także czas trwania nabożeństw jest długi gdyż mogą one trwać od godziny 18, nawet do północy, co świadczy o ogromnej gorliwości zgromadzonych. To co zobaczyłam i usłyszałam na miejscu spróbowałam powyżej skreślić.

Niektórzy to zjawisko nazywają duchowym przebudzeniem, ale ja pozwolę sobie jednak na jedną dygresję; czy przebudzenie aby, tak na pewno, nie posiada pewnych norm moralnych i wyraźnego porządku, który wypływa z bojaźni Bożej? Nie chodzi mi tu oczywiście o równo ustawione ławki w kaplicy, czy też dźwięk organów ale szacunek dla innych zgromadzonych i wyraźne świadectwo życia nie pozwalające na pewne swobody. A co najważniejsze sądzę, że tylko spragnione i zmienione przez Boga serce (przebudzone) może pragnąć słuchać Słowa Bożego.


http://religie.panoramainternetu.pl

Reklama
 
 
Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (8 wejścia) tutaj!
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=